W!

Tak się zastanawiałem kiedy ostatnio fociłem wschód słońca. Hmmm wyszło mi że prawie 2 lata temu. Stwierdziłem że nie jest dobrze. Ba! Jest bardzo źle. Przypomniały mi się czasy lubelskiej Eikony i wspólnych wypadów w plener. Kilka a czasami nawet kilkanaście osób. Wspólna pasja… Piękne czasy! Dla większości liczyło się spotkanie z ludźmi którzy mają wspólną zajawkę. To czy ktoś robił lepsze czy gorsze zdjęcia schodziło na drugi plan. Grunt to było ruszyć się z domu i wspólne spotkanie. No ale to już daleka przeszłość. Jakoś tak mnie naszło żeby ruszyć się gdzieś z domu i poczuć przez chwilę poranny chłodek i zobaczyć wschód słońca… i to nie przez szybę samochodu podczas pracy. Szybki kontakt i jedziemy! Póki co we dwóch. Cel: Majdan Zahorodyński… a konkretnie zalew. Cisza, spokój, wschód słońca, czyste i rześkie powietrze… czego chcieć więcej! Wprawdzie liczyłem na ładniejszy spektakl w wykonaniu natury np. mgła ale na to nikt nie ma wpływu. Zdjęcia jak zdjęcia. Nieco sztampowe. Po dwóch latach pojawiła się we mnie rdza ale wszystko do nadrobienia 🙂

Reszta zdjęć z tej intensywnej niedzieli już niebawem… 🙂